Pomysł na nieszablonową imprezę

Zaczęłam studia w nowym, obcym mieście. Do tego w stolicy i niby dużo ludzi, ale tak naprawdę wszyscy są anonimowi i trudno kogoś poznać. Nie znałam nikogo i szczerze, do pierwszego dnia szkoły doskwierała mi samotność. Na zajęciach nie było wiele czasu, by się bliżej zapoznać, wpadłam więc na pomysł integracyjnej imprezy. Pozostałe osoby szybko podchwyciły temat. 

Postanowiliśmy imprezowo się zintegrować

nieszablonowy pomysł na imprezę integracyjną w warszawieW Warszawie jest ponoć wszystko – i to chyba właśnie ten wielki wybór na początku nas zdezorientował. Nie chcieliśmy iść do jakiegoś klubu, bo ciężko w nim pogadać. Jakieś bardziej szalone, alkoholowe wyjście wydawało nam się czymś zbyt utartym i stawiającym na niepewnym gruncie, w razie gdyby okazało się, że niezbyt się grupowo dogadujemy. Potrzebowaliśmy czegoś, co zajmie nas, nawet jeśli się nie polubimy. Nieszablonowy pomysł na imprezę integracyjną w Warszawie nie wpadał jednak do naszych umysłów, dopóki nie stwierdziliśmy, że z powodu zbyt wielu możliwości, po prostu zrobimy losowanie. I wylosowaliśmy – escape room. Nasz los na początku trochę nas zaniepokoił – nie wiedzieliśmy wtedy, ile osób przyjdzie. Ostatecznie jednak, na naszą imprezę zgłosiła się dwunastka osób, co było maksymalną liczbą osób w escape roomie, przez co nie tylko nie musieliśmy rezygnować z pomysłu, ale i zapłaciliśmy naprawdę niską cenę. Zarezerwowaliśmy dla siebie dwugodzinny pobyt i poszliśmy. Było naprawdę świetnie. Wrzucono nas do środka bez żadnych wskazówek, a ponieważ chcieliśmy być całkowicie zaskoczeni, nie znaliśmy też tematu, w którym urządzono pokój. Dlatego wszyscy byliśmy pozytywnie zaskoczeni, gdy okazało się, że mieliśmy razem odkrywać zagadkowe wnętrze egipskiej piramidy. Grobowiec faraona był najeżony pułapkami, a dla miłośników zombie – pojawiły się i one, w postaci mumii. Naprawdę się przeraziłam, gdy po prostu ściana się rozsunęła, a z niej wyszła zakuta w kajdany mumia. Próbowała się na nas rzucić, ale szybko się odsunęliśmy, większość z prawdziwym, nieudawanym krzykiem. Choć wiedzieliśmy, że to tylko ktoś przebrany za mumie, wyszło to naprawdę realistycznie. Gdy po odkryciu miejsca, w którym miało być złożone ciało faraona, myśleliśmy, że zbliżamy się do końca, nagle światła zgasły, a po chwili poczuliśmy, jak coś się na nas wylewa. Prawie dostałam zawału, gdy nagle pomieszczenie i my rozjaśniliśmy się luminescencyjnym światłem. Lśniliśmy w półmroku, śmiejąc się, choć sami nie wiedząc, czy już z rozbawienia, czy wciąż trochę przerażeni nagłą ciemnością.

Lśniące farby okazały się jednak bardzo pomocne – szybko zorientowaliśmy się, że są czymś w rodzajem drogowskazu i odnaleźliśmy sarkofag faraona. To była świetna przygoda, w czasie której bardzo się zżyliśmy. Nasza dwunastka już do końca studiów zawsze trzymała się bardziej razem, niż z innymi, a wszystkie nasze imprezy były coraz ciekawsze. 

Przemek Modrakowski